HomeGalerieRelacjeRoznosci
2009.12.12
W poszukiwaniu słońca, szczęścia :) i ciepłego miejsca na przezimowanie przekroczyliśmy granicę meksykańską i legendarną drogą trans-peninsular (otwartą w 1973) dotarliśmy aż do Cabo San Lucas, na końcu połwyspu Baja California. Jak na razie temperatura nie spada poniżej 20 stopni (nocą), więc "można wytrzymac". Dla porównania jutro w Calgary ma być minus 35 w wietrze :). Jak się oziębi to zawsze pozostaje prom na mainland i dalsza droga na południe. Viva Mexico!
2009.12.01
Las Vegas. Dla jednych cudo świata, dla innych pokolorowany i nastrojowo oświetlony rynsztok. Niezależnie od tego jak się to miasto ocenia, jedno jest pewne, nie ma drugiego takiego miejsca na ziemi.
2009.11.20
Nie sposób nie zatrzymać się tu w drodze przez stan Utah. Pustynia, jaskrawe kolory i ogromne ściany, dorównujące wielkością tym legendarnym w Yosemite.
Park Narodowy Zion w południowej części stanu to mekka turystyczno-wspinaczkowa. Najlepszy okres do odwiedzin to późna jesień i wczesna wiosna. W lecie mordercze słońce totalnie wyludnia te rejony.
2009.11.12
Postanowiliśmy wyjechać na dłużej z Calgary. Zmęczeni miastem, pracą i perspektywą kolejnej nadciągającej nieuchronnie zimy, spakowaliśmy parę rzeczy, Felka i wyruszyliśmy na południe. Być może wrócimy, ale kto wie, świat jest ciekawy.

2009.10.18
Kilka jesiennych dni po powrocie do domu spędziłem w Rockies. Najciekawszymi były dwa wejścia: na Mount Bogart (3144 m npm, drugi co do wysokości szczyt w paśmie Kananaskis-różnica wysokości 1650 m) i na Mount Allan (2819 m npm-różnica wysokości 1360 m) ze wspaniałymi widokami na grań Lougheed'ów i otoczenie doliny Ribbon.
2009.09.10
Droga powrotna na zachód była raczej męcząca i nudna więc postanowiliśmy zrobić sobie kilkudniowa przerwę. Wybór padł na Południową Dakotę. Stan ten to w 95% spalone słońcem prerie. Od czasu do czasu na poboczu prostej jak drut i zdającej się nie mieć końca autostrady, pojawiają się zakurzone, przyrdzewiałe i ospałe mieściny. Czas jakby zatrzymał się tutaj w miejscu. Jedyny interesujący rejon Dakoty to przygraniczne
(z Wyoming'iem) Czarne Wzgórza (Black Hills). Black Hills to mekka dla turystów, wspinaczy, wielbicieli "łajdlajfu" i oczywiście "prawdziwych" amerykańskich patriotów składających hołd "El Prezidentom" na Mount Rushmore.
2009.08.25
Wyspa Księcia Edwarda (Prince Edward Island) jest najmniejszą z kanadyjskich prowincji
i popularnym celem wakacyjnym entuzjastów plażowania. Połączona od 1997 roku z "macieżą" 13 kilometrowej dlugości mostem, "wysepka" (wysepka jak na kanadyjską skalę) to malownicze wioski rybackie, porośnięte zagajnikami wzgórza i ogromne pola ziemniaczane. Sielanka totalna i zewsząd blisko do pięknych plaż.
2009.08.20
W ciągu 20 lat spędzonych w biurach szklanego śródmieścia Calgary miałem okazję poznać sporo Novo Scotians (czy to brzmi poprawnie?). Poza tym, że z reguły są bardzo przyjaźni, różnią się od innych przybyszów do Cow Town tym, że ciągle zanudzają otoczenie opowieściami o ziemi ojczystej i tęsknią jak cholera. Coś w tym jest. Woda? Pejzaże? Seafood? Chyba jednak ludzie i atmosfera. Po godzinie w barze w Halifaxie prawie wszyscy znali nas po imieniu (w Calgary olali by Cię zupełnie). Od barów i nabrzeży portowych Halifax'u po zielone wzgórza Wyspy Cape Breton, Nova Scotia zachwyca i ujmuje pięknem i otwartością. Szkoda tylko, że benzyna prawie najdroższa w Kanadzie :)

2009.08.13
Quebec City jest chyba najbardziej malowniczym i europejskim miastem Ameryki Północnej. Otoczone murami obronnymi (jedyne zachowane na północ od Mexico City) śródmieście pełne jest malowniczych kamieniczek, zielonych skwerów i ogródków restauracyjnych. Na każdym kroku ma się do czynienia z 400 letnią historią miasta (jak na Amerykę to bardzo dużo). Perłą architekturalną stolicy Quebec'u jest hotel Château Frontenac, dominujący nad miastem i rzeką Saint Lawrence. Jedynym minusem Quebec City jest ogromna ilość turystów. Dodaje to jednak miastu europejskiego "feeling'u".
2009.08.10
Montreal - historia, piękna architektura, jazz i świetna kuchnia. Aż trudno uwieżyć, że
w dalszym ciągu jesteśmy w Północnej Ameryce. Rożnice widać na każdym kroku (piwo można kupić w Mac'sie !!!) i nie jest prawdą, że nie można się dogadać po angielsku. Większość montrealczyków widząc turystę natychmiast się na angielski przerzuca.
2009.08.05
Nasz kolejny cel to Ottawa. W drodze na północ zatrzymaliśmy się na parę dni w Niagara Falls. Wodospady "impresive" ale miasteczko to typowy "tourist trap". Tysiące ludzi, masę "badziewia" w sklepikach z pamiątkami i horrendalne ceny ($55.00 kamping, $20.00 parking przy wodospadach).
Do Ottawy dotarliśmy w niedzielę rano. Poza grupkami turystów przy Paliament Hill, brzydkie i bezcharakterne downtown świeciło pustkami. Podobno są tu niezłe muzea ale jakoś nie byliśmy wstanie nastroić się "muzealnie" więc po standartowym tourze stolicy daliśmy sobie spokój i udaliśmy się w stronę Quebec'u.
2009.07.30
Z Kolorado wyruszyliśmy na wschód. Pola kukurydziane po horyzont. Pierwsze "normalne" miejsce to Chicago. Spędziliśmy w "wietrznym" mieście (nie mylić z wiecznym) tylko kilka dni niestety, ale muszę przyznać, że byłem mile zaskoczony. Dzieje się w "mieścinie" sporo. Interesująca architektura, niezły art, deep dish pizza i blues bars.
Not bad, jak na Amerykę.
2009.07.20
Spędziliśmy niecałe dwa tygodnie w Kolorado. Pogoda dopisała (wiało jak diabli, ale to podobno normalne) więc "padło" kilka (dokładnie osiem) czterotysięczników. Najciekawszym pikiem był najwyższy w Rocky Mountain National Park - Longs Peak
(4345 m npm), w rejonie Estes Park. Ostatnie 300 metrów różnicy wysokości to intensywny "scramble" po płytach i zacięciami. Przy huraganowym wietrze sporo ludziom na tym odcinku psycha siada i dają sobie spokój. Poza Longs Peak wyszedłem na: Mount Elbert (4399 m npm - najwyższy szczyt w Kolorado, drugi po Mount Whitney w kontynentalnej Ameryce); South Elbert Peak (4308 m npm); Mount Massive (4396 m npm); Mount Cameron (4340 m npm); Mount Democrat (4312 m npm); Mount Lincoln (4354 m npm) i Mount Bross (4320 m npm).

2009.04.08
Kolejna tragedia polskiego himalaizmu - Piotr Morawski zginął na Dhaulagiri .

2009.02.26
Zimno jak diabli. Na zewnątrz nie chce się człowiekowi wychodzić (chyba że po piwo). Szukając jakiegoś zajęcia zabrałem się do skanowania moich slajdów. Slajdy wyszły, niestety z mody (slajdowiska to był kiedyś hit). Zastąpiły je piksele i power-point presentations. Buszując w kilku tysiącach ramek natknąłem się na kilkadziesiąt pożółkłych przeźroczy z odległych, szczęśliwych dni. Poniżej przedstawiam kilka z nich (sorry za jakość). Parę "widokówkowych" fotek z Tatr i parę z mojej "tatrzańskiej" młodości (spędziłem w Murowańcu prawie dwa, bardzo interesujące i intensywne lata).
Dla niewtajemniczonych, w tych, dawnych czasach "wypadało" pokazywać się w ścianie
w budowlance na głowie, uprzęży szytej z węża strażackiego i w nieodzownych "korkerach" (gardziliśmy zachodnim, kolorowym i bezpiecznym szpejem :)).
To se ne wrati... czy jakoś tak. Łezka się kręci.

2009.01.25
Poniżej kilka zdjęć z Nassau, stolicy wysp Bahamas na morzu Karaibskim. Palmy, kolory i piękna pogoda. Po powrocie do szarego, brudnego i zamarzniętego Calgary depresja zapewniona.
2009.01.01
Wszystkiego najlepszego w roku 2009 !!!
HomeKontaktKsiazka GosciGora Strony