HomeGalerieRelacjeRoznosci
2011.12.09
Cool miasto, live jazz, przepełnione kawiarnie i spotkanie z "wieki" niewidzianymi przyjaciółmi - czyli długi weekend w Krakowie. Jak zwykle to city urzekło mnie atmosferą
i witalnością.

2011.11.30
Poniżej, druga część serii zdjęć pokazujących Wielkopolskę, "Królestwo Pyry" i naszą przybraną (przynajmniej na jakiś czas) ojczyznę. Tym razem kilka shotów z Poznania, Jarocina, Dobrzycy i Gołuchowa. Długa jesień sprzyjała okolicznym wycieczkom i spacerom w przepięknych i bardzo dobrze utrzymanych parkach. Nasz faworyt - park przyzamkowy w Gołuchowie.

2011.11.08
Mój drugi półmaraton. Tym razem na zakończenie sezonu, w Kościanie. Piękna, jesienna pogoda, trasa płaska i sucha, yeah ! Czas poprawiłem o 2.5 minuty ale w dalszym ciągu nie byłem wstanie zejść poniżej 2 godzin. Wynik: 2 godziny 54 sekundy :(

2011.11.01
W drodze powrotnej na północ spędziliśmy kilka dni na Węgrzech. Znając już dość dobrze Budapeszt, postanowiliśmy tym razem obejrzeć magyarską "prowincję". Ponieważ pogoda w dalszym ciągu dopisywała, zatrzymaliśmy się również na chwilę nad słynnym Balatonem. Było pusto, cicho i sielankowo. No cóż, schyłek lata, niestety :(

2011.10.25
Czarnogóra. Chyba jeszcze raczej mało znany, niepozorny, aczkolwiek bardzo atrakcyjny kraj. Morze, plaże, jeziora, zabytki, klasztory, góry, a wszystko to w bardzo przystępnej cenie i na niewielkim obszarze. Infrastruktura turystyczna (w porównaniu np. z Chorwacją czy Słowenią) pozostawia sporo do życzenia i plaże mogłyby być trochę czystsze, ale jak juz nadmieniłem ceny niższe i ludzi zdecydowanie mniej. Radzę się pospieszyć z wizytą zanim to się zmieni :)

2011.10.08
Z Bośni już tylko krok do chorwackiej "Perły Bałkanów" - Dubrownika i okolic.
Wspaniała pogoda (plus 36 stopni C !), pustawe kampingi i sielankowa atmosfera "zmusiły" nas do totalnego relaksu i spędzęnia kilku dni na (jak to na "prawdziwych turystów" przystało) absolutnej bezczynności. Po dość intensywnym lecie był to zasłużony odpoczynek. Oczywiście wybraliśmy się na zwiedzanie Dubrownika, i trzeba przyznać, że
z tak spektakularnym położeniem i interesującą architekturą, miasto w pełni zasługuje na splendor jakim się cieszy.

2011.09.30
Ze względu na upierdliwych, polskich urzędników imigracyjnych, którzy zatruwają nam życie jak tylko mogą, druga część naszego tour'u "Europa 2011" została znacznie okrojona. Naszym celem były Bałkany. Przez Czechy, Węgry i Chorwację dotarliśmy do Bośni. Bośnia i Hercegowina to bardzo skomplikowany i sztuczny twór. Składa się on z Federacji Bośni i Hercegowiny, Republiki Srpskiej i Kantonu Brćko (osobiście nie miałem o tym pojęcia). Szanse na przetrwanie takiego zlepka wydają się małe ale jak na dzień dzisiejszy lepsze to niż sąsiedzi mordujący sąsiadów. Pomimo ogromnych zniszczeń wojennych, które widać na każdym kroku, kraj podnosi się na nogi. Sarajewo staje się znów ekscytującym i energicznym miastem, gdzie ludzie są wstanie współżyć ze sobą niezależnie od narodowości, rasy czy religii. "Nigdy więcej!" ciśnie się na usta, ale biorąc pod uwagę historię ludzkości, pamięć mamy zastraszająco krótką :(

2011.08.27
Większą część lipca spędziłem w Kirgistanie. Miejsca jako urlopowej destynacji raczej nie polecam, no chyba, że ktoś szuka wielkich gór. Góry, trzeba przyznać są wielkie i jest ich sporo. Miałem zamiar poprawić swój rekord wysokości więc wziąłem udział w wyprawie na Pik Lenina (7134 m. npm.), w Pamirze. No cóż, pik przeogromny i dzieje się na nim wiele, nie zawsze przyjemnych rzeczy. To były raczej "intensywne" trzy tygodnie. Lawiny ludzi kiereszowały, śmiertelny obrzęk mózgu niektórych dopadł, a ja? Well... straciłem 6 kilogramów (yeah!) ale z powodu problemów natury zdrowotnej w obozie III, na Piku Razdielnej (6148 m npm), z ataku szczytowego musiałem zrezygnować. W sumie, ze względu na zdobyte doświadczenie, egzotykę i możliwość poznania interesujących ludzi zaliczam wyjazd do udanych, choć, nie ma co ukrywać, niedosyt pozostał :)
No worries, przyjdzie czas i na dokopanie Leninowi :)
Poniżej kilka fot z imprezy, a kiedy znajdę więcej czasu to zrobię porządną galerię :)

2011.07.05
W drodze powrotnej do Polski zrobiliśmy kilka przystanków w co ciekawszych turystycznie miejscach w Niemczech. Poniżej kilka "widokówkowych" pixeli :)
Kulminacją "tripu" był koncert Carlosa Santany w Lipsku. Man... ten gość jeszcze daje czadu :)

2011.06.26
Po tropikach i innych "Lazurowych Wybrzeżach" przyszedł czas na góry. Spędziliśmy 10 dni w słynnym Chamonix. Była to moja pierwsza wizyta i zostałem absolutnie oczarowany położeniem i atmosferą tego miasteczka. Spektakularne Alpy na wyciągnięcie ręki.
Po kilku hajkach aklimatyzacyjnych, pomimo niestabilnej pogody udało mi się wejść na Mont Blanc (4810 m. npm.). Szkoda tylko, że ze względu na gęstą mgłę, zdjęcia szczytowe raczej nieudane :(

2011.06.15
Będąc na Lazurowym Wybrzeżu nie sposób nie zatrzymać się na kilka dni w Nicei.
Stare, piękne, portowe miasto pełne historii i egzotyki. Mieszanina kultur, religii i ras. Polecam wizytę w Galerii Sztuki Współczesnej, a tak poza tym to trzeba się po prostu zgubić w gęstwinie wąskich uliczek, sklepików i kawiarni starego miasta.

2011.05.30
Północne Włochy, a przynajmniej Dolomity, tak jak Taury przywitały nas deszczową i niestabilną pogodą. Kilka nieistotnych szlaków udało nam się zrobić, ale z ambitniejszych rzeczy (np. Marmolada) wyszły nici. Całe szczęście, że Włochy są generalnie interesujące,
a kilkudniowy pobyt na wybrzeżu poprawił nam humory i opaleniznę.
2011.05.25
Z Czech udaliśmy się do Austrii, gdzie po kilku dniach pobytu w malowniczym Salzburgu przyszedł czas na Alpy. Niestety, początek sezonu turystycznego w tym roku zdaje się być pod znakiem nieobliczalnej pogody, która skutecznie pokrzyżowała nasze "hajkowe" plany. W Taurach mnóstwo śniegu, deszczowo i zimno. Po wizycie w kilku potencjalnie interesujących miejscach stwierdziliśmy, ze nic tu po nas i daliśmy nogę na południe.

2011.05.20
Pierwszą część naszego wielkiego tour'u "Europa 2011" rozpoczęliśmy w Czechach. Tym razem trzymaliśmy się z dala od Pragi skupiając się na takich "perełkach" jak miasteczka Kutna Hora czy Cesky Krumlov. To ostatnie zwłaszcza "zwala" z nóg nie tylko bogatą historią i pieczołowicie odrestaurowaną architekturą ale przede wszystkim spektakularnym położeniem.

2011.04.12
W ramach wiosennego procesu rozprostowywania starych kości postanowiłem wziąść udział, po raz pierwszy w życiu, w zorganizowanym biegu. Wybór padł na 4 Półmaraton Ślężański w Sobótce. Shit, nie dość, że pełna dziur trasa (21 solidnych kilometrów dookoła Ślęży) ma 200 metrów różnicy poziomów, a więc na podbiegach można było się zarżnąć,
to na dotatek temperatura wahała się w granicach 4 stopni i popadywał deszcz (czasami ze śniegiem). Ukończyłem cholerstwo, choć z marnym czasem 2 godzin i 3 minut (z groszami). Zająłem zaszczytne :) 894 miejsce na niespełna 1400 startujących osób. Yeah! Jakoś trzeba było zacząć.
2011.01.15
Sylwestra spędziliśmy w Bratysławie. Był szampan, fajerwerki, dużo ludzi, wrzasku i tańców. A to wszystko nad brzegiem Dunaju (nie wiem kto się w nim błękitu dopatrzył,
bo według mnie trochę brudnawy). Bratysława nie jest może tak urocza i zadbana jak Praga, ale nie przytłacza ogromem i ściskiem jak ta ostatnia. Jest tańsza, a service people jeszcze się do ludzi uśmiechają. Naprawdę człowiek czuje się tu dobrze i na luzie, a piwo równie świetne. Bardzo zachęcam do odwiedzin.
2011.01.01
Życzę wszystkim szalonego roku 2011!
HomeKontaktKsiazka GosciGora Strony